Aby wprowadzić Was w zagadnienie, opiszę pewną historię - zmyśloną, ale inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami.
Pewnego dnia, do jednego z Katowickich przedszkoli, weszła pani logopedka. Spojrzała na grupę bawiących się dzieci i podeszła do Piotrusia, aby zaprosić go na zajęcia do sali obok. Chłopiec popatrzył na swoich kolegów, zasmucił się, a następnie rozpłakał. Nie odpowiadała mu taka zmiana planów. W teorii wiedział, że logopedia jest w każdy czwartek o godzinie 10:00, ale akurat w tamtej chwili miał ciężki czas i właśnie układał wieżę z kolegami. Był w przedszkolu od godziny 7:00. Rano czekał na przyjście swojego przyjaciela, potem walczył z koleżanką o puzzle Psiego Patrolu, następnie jadł niedobre śniadanie (akurat był żółty ser)... a po śniadaniu musiał siedzieć na dywanie przez 20 minut. Takie siedzenie i słuchanie pani jest bardzo trudne i nudne. Wolałby w tym czasie pobiegać. Gdy zajęcia dywanowe się skończyły, pani zaprosiła dzieci do stoliczków, aby ulepić pingwina z plasteliny. Po pierwsze - Piotruś nie lubi plasteliny, a po drugie - jego nogi już prosiły o rozprostowanie. Bardzo starał się nie wybuchnąć złością - czuł się zawiedziony i zdenerwowany, ponieważ od rana nie miał okazji pobawić się ze swoim kolegą... nie wiedział, czy da radę jeszcze przez 15 minut w ciszy lepić pingwina.
Nareszcie! Po jakimś czasie nauczycielka oznajmiła, że czas na zabawę! W tamtym momencie liczyło się tylko jedno - Piotruś mógł wraz z kolegami bawić się w dżdżownice, turlać się po dywanie i układać wieżę.
Gdy po 10 minutach Piotruś zauważył w sali panią logopedkę, wróciło poczucie złości i smutku. Starał się schować za kolegami, aby go nikt nie znalazł. Inne dzieci na widok logopedki były radosne i krzyczały „logopeda, logopeda, ja chcę!”. Piotruś bardzo lubił te zajęcia, ponieważ za każdym razem pani wyciągała dla niego nową zabawkę, naklejki, papier jadalny, ale tamtego dnia to nie był dobry czas na zajęcia. Piotruś nie chciał zostawiać swoich kolegów… .

Po co napisałam tą smutną opowieść?
Chciałam nakreślić, jak wygląda praca logopedy w placówce oświatowej. W sali każdego przedszkolaka jest mnóstwo atrakcyjnych zabawek, są jego najlepsi koledzy. Dziecko w swojej grupie czuje się jak w drugim domu; doskonale zna swoją salę, panią, ma schemat ulubionych zabaw z równieśnikami. Logopeda wchodzi do przedszkola i ma za zadanie zabrać dziecko z grupy i zaprowadzić na zajęcia. Przerywa tym samym jego dotychczasową zabawę i interakcje z dziećmi. Przedszkolak wie, że przez najbliższe 20 minut będzie ćwiczył trudne słowa. W przypadku zajęć z programu WWR te zajęcia powinny trwać 60 minut (nawet w żłobku).
Oczywiście, w każdym miejscu to wygląda trochę inaczej. W zależności od przypadku (i wytycznych poradni psychologiczno-pedagogicznej) logopeda może:
prowadzić zajęcia grupowe zamiast indywidualnych
zaprosić na zajęcia wychowawcę grupy
poprowadzić zajęcia z ulubionymi zabawkami dziecka
skrócić zajęcia lub rozbić je na dwa terminy
zrezygnować z trudnych ćwiczeń
To wszystko praktykuje się, aby dzieci czuły się bezpiecznie na zajęciach. Niestety rezultatem tych działań może być zmiana charakteru spotkań - z terapeutycznych ćwiczeń na zabawę. Celem wtedy nie staje się osiąganie postępów językowych i artykulacyjnych, a zapewnienie dziecku przyjaznej atmosfery, która będzie oparta tylko na zabawie. Ponowne ukierunkowanie działań logopedy na cele terapeutyczne wydłuża się w czasie lub jest trudne do osiągnięcia.

A co z terapią miofunkcjonalną?
Wiele logopedów rezygnuje w żłobkach, przedszkolach i szkołach z terapii manualnej (kontaktowej). Dlaczego?
Na zajęciach w placówce oświatowej nie ma rodzica, który byłby świadkiem w przypadku oskarżeń o niewłaściwy dotyk lub inne formy domniemanej przemocy (np. zbyt mocny masaż policzków, niefortunne dotknięcie dziąsła, co mogło wywołać ból). Pamiętajmy, że dziecko może odebrać nawet delikatny dotyk policzka jako coś nieprzyjemnego.
Placówki nie mają funduszy, aby zapewnić logopedzie odpowiednie narzędzia do pracy - rękawiczek jednorazowych, wibratorów logopedycznych, urządzeń do dezynfekcji, łóżka do masażu.
Brak prywatnej przestrzeni. W dalszym ciągu praca logopedy kojarzona jest z ćwiczeniami przed lustrem - dyrektorzy zakładają, że do pracy wystarczy krzesełko i lustro. Logopeda często dostaje kącik w sali z małym stoliczkiem, który w praktyce dzieli z psychologiem lub innym specjalistą - każdy z nich ma swój grafik pracy i swoje potrzeby. Jeśli w jakiejś placówce logopeda dostaje swój pokój, to najprawdopodobniej będzie nim magazyn z dekoracjami na przedstawienia, składzik pani woźnej lub sypialnia dla młodszej grupy (oczywiście trzeba w tym przypadku dopasować swój grafik do pory drzemek). Czy w tych warunkach możliwa jest praca nad koordynacją ruchową, percepcją słuchową lub uważnością dziecka?
Zajęcia grupowe. Nauczyciel, który jest jednocześnie logopedą w danej grupie oraz logopeda, który pojawia się na kilka godzin w przedszkolu, ma jasno wyznaczone godziny, aby przeprowadzić zajęcia z dziećmi. W tej sytuacji wyznacza się dzieci, które najbardziej potrzebują terapii (najczęściej są to najstarsi) lub łączy się je w grupy. W idealnych warunkach takie grupy powinny liczyć do 4 dzieci, a w praktyce bywa różnie.
Do wyzwań logopedy w placówce dochodzą czynniki organizacyjne - myślę tu o częstym odwoływaniu zajęć przez “siłę wyższą”. Powody mogą być różne, ale najczęściej są to choroby dzieci, szczególnie tych z problemami logopedycznymi. Pracowałam w kilku żłobkach i przedszkolach i gdybym miała prowadzić statystyki, wynikałoby z nich, że większość dzieci z seplenieniem, nieprawidłowym oddychaniem i połykaniem ma problemy laryngologiczne. Wiążą się z tym częste choroby, przeziębienia i nieobecności w przedszkolu. Nawet jeśli przedszkolak jest obecny - często ma zatkany nos lub osłabione możliwości aparatu słuchowego. Zajęcia z takim dzieckiem nie przynoszą większych efektów. Innymi powodami odwoływania zajęć są:
wycieczki (szczególnie szkolne),
imprezy (bale, pokazy, obchody dnia kropki, odwiedziny Mikołaja),
nieobecność logopedy,
gdy logopedię prowadzi wychowawca grupy - oddelegowywanie go do innych czynności służbowych.

Niewielu rodziców ma świadomość tego, z jakimi wyzwaniami zmaga się logopeda, zanim zacznie pracować swoimi profesjonalnymi, logopedycznymi narzędziami. Młodzi logopedzi przychodzą do pierwszej pracy przygotowani, z kartami pracy i z konspektami zajęć, jednak na nic one się przydają w momencie, gdy zagaduje nas trzylatek i opowiada swoją historię życia, albo gdy na zajęcia trafia do nas przebodźcowany maluch po nieprzespanej nocy. Musimy być elastyczni. W przypadku wymagań rodziców względem zajęć logopedycznych - prosimy, bądźcie wyrozumiali dla nas i dla dzieci.
W tym artykule opisałam wskazówki dla rodziców, którzy nie są zadowoleni z efektów terapii logopedycznej swoich dzieci. Zawarłam w nich konkretne kroki, jakie należy podjąć, aby terapia odniosła oczekiwane rezultaty.
